Janosikowe łupi nie tylko Warszawę, donosi gazeta.pl. Tekst teoretycznie napisany w obronie finansów Warszawy i Mazowsza — de facto szerzy jeden ze szkodliwych dla stolicy mitów. Ten mianowicie, że ów niesłychany podatek “od nadmiernego bogactwa samorządów” nie jest wymierzony w Warszawę.

Autor, owszem, przytacza przykłady. Oto Sztutowo wyjątkowo musiało co nieco zapłacić, gdy dostało odszkodowanie. Oto parę gmin górniczych boi się, że kiedyś płacić zacznie. W artykule nie ma oczywiście żadnych danych. Żadnych poza piorunujuącymi kwotami, które z tytułu “janosikowego” obciążają Warszawę i Mazowsze. Skoro zaś “nie tylko Warszawa”, to czytelnik pomyśleć może, że inne wielkie miasta też płacą setki milionów.

Pointa będzie krótka. Odkąd śledzę problem janosikowego, a więc już od końca zeszłego stulecia, podatek pobrany od Warszawy zawsze stanowił od 90 do 94% sumy pobranej od wszystkich “nadmiernie bogatych” miast (gmin) w Polsce. Nastepny, Poznań, płaci 20 do 30 razy mniej. Podatek zaś od Mazowsza  był często jedyną pozycją w wykazie janosikowego płaconego przez województwa, a nigdy nie spadał poniżej 96% ogólnej kwoty. Tak, to jest podatek wymierzony wyłącznie w Warszawę i jej region.

23 thoughts on “

  1. To co, panie Krzysztofie, zabieramy z Warszawy te urzędy centralne? Siedziby koncernów i centrale mediów wyniosą się same…

    Nie ukrywam, że mam alergię na marudzenie na janosikowe i pomijanie faktu, że bogactwo Warszawy – na tle innych miast polskich – bierze się nie z racji wyjątkowych przymiotów jej mieszkańców, ale przede wszystkim z racji jej stołeczności.

    1. Tak, Panie Airborell i nie jest Pan w tej alergii osamotniony. Cały naród nienawidzi swojej stolicy.

      Proszę jednak zwrócić uwagą, że mieszkańcy Warszawy — na tle innych miast polskich — mają pewne wyjątkowe przymioty. Warszawa to nie Kraków, czy Poznań ze swoją “odwiecznością”. To nie miasto robotników, przywiezionych hurtem do pracy w wybudowanych przez kogoś fabrykach. To nie miasto poniemieckie, zasiedlone głównie jednym rzutem po wojnie.

      Jesteśmy niemal wszyscy, najdalej w trzecim pokoleniu, imigrantami. Z innych miast i wsi polskich. My, nasi rodzice, lub najdalej dziadkowie, zaryzykowaliśmy wiele, rzucając ziemię skąd nasz ród i tyrając na własną nową szansę. Podjęliśmy ryzyko, podobnie jak ci, którzy zdecydowali się emigrować dalej.

      Uważa Pan, że to łatwe? No, to nic prostszego. Serdecznie witamy.

      Jakoś mi nie przyszło do głowy, że zarabiający na swoim geopolitycznym położeniu Londyn wininen dopłacać mojemu ratuszowi. Nie ukrywam, że mam alergię na takich, którzy własną zawiść leczą sięganiem do cudzego portfela.

    2. “To co, panie Krzysztofie, zabieramy z Warszawy te urzędy centralne?”

      Zabierajcie, zabierajcie, na co czekacie? Przecież z palcem w nosie niewarszawa przegłosuje Warszawę w parlamencie, referendum, w dowolny sposób.
      Zwołajcie kongres konstytucyjny, ustalcie gdzie przenosicie i przenoście. Tylko przestańcie narzekać anonimowo w Internecie bo aż się niedobrze robi.

      Innymi słowy – be a man, don’t be a pussy.

  2. Bzdura, ja tam nie “nienawidzę” swojej stolicy. Nawet ją lubię i uważam za całkiem ładne i funkcjonalne miasto.
    Wkurza mnie tylko, jak jej mieszkańcy nieustannie narzekają na różne niedogodności z racji stołeczności Warszawy, a nie dostrzegają gigantycznej premii, jaką właśnie dzięki tej stołeczności ma.

    “Uważa Pan, że to łatwe? No, to nic prostszego. Serdecznie witamy.”

    Jakbym nigdy w życiu nie “tyrał na własną nową szansę” w obcym mieście. I jakby to do innych miast ludzie nie migrowali (Kraków miał jeszcze w latach 60. 400 tysięcy mieszkańców, dzisiaj oficjalnie 760 tysięcy, a naprawdę zapewne koło miliona).

    1. Raczej dostrzegamy zalety i wady swojego miasta, w niemniejszym stopniu od innych ludzi.
      Korzyści ze stołeczności są oczywiste. Podobne dla Warszawy i Wilna, Budapesztu, Pragi czy Wiednia. Uciążliwości takoż.

      Sęk w tym, że “janosikowe” nie jest żadną niedogodnością z racji stołeczności. W innych stolicach Europy (a chyba i świata) nie ma takich karnych domiarów podatkowych. To jest niedogodność z racji warszawskości w Polsce. Podobnie unikalnych w skali świata rozwiązań wymierzonych w Warszawę jest więcej. To są fakty, nie narzekania.

  3. Warszawa ma około 1,7mln zameldowanych mieszkańców, a na święta w mieście jest pusto, bo “Warszawa jedzie do domu” jak mawiają autochtoni. No i Warszawa – jej mieszkańcy – nie dość, że nie dostaje swej części z podatków od zarobków “warszawiaków”, to jeszcze dopłaca do ich gmin. Dziękuję, ale z jakiej racji? Dobrze, że chociaż ograniczenia dot. przedszkoli itp. wprowadzili – zmusza to do zameldowania, lub chociaż odprowadzania podatków na miejscu.

    1. By być uczciwym: zameldowanie też nie jest taką łatwą sprawą. Jak długo wynajmujesz mieszkanie, w zasadzie małe szanse. Jestem zameldowany w stolicy, ale u rodziców; nie tam gdzie mieszkam. Tak, że te PITy, zasilające rodzime gminy nowych warszawiaków, to nie tylko kwestia złośliwości. Często bezradności.
      Ten absurd obiecał miłościwie nam panujący premier zmienić, ale idzie to powolutku…

  4. Odys – wystarczy wypełnić NIP 3 i podać adres zamieszkania, który nie musi być jednoznaczny z adresem zameldowania.
    PS.
    Szczerze mówią uwielbiam mieszkańców Warszawy, który mają już tu rodziny od 10 lat, zameldowani są gdzieś w Polsce i tam płaca podatki a narzekają jakie to korki są w Warszawie i to dyskryminacja że pierwszeństwo do przedszkoli i żłobków mają dzieci zameldowanych rodziców. Dodatkowo są za janosikowym bo w pozostałej części Polski bieda jest. To niech wraca do siebie i zarabia na swoją lokalna ojczyznę,
    a to wszystko bo oszczędzają na OC;-)

      1. W chwilach złego samopoczucia uświadom sobie, że wiele atomów Twojego ciała znajdzie się w organizmach ludzi, którzy będą żyli w przyszłości 🙂 Jesteśmy nieśmiertelni! to jest fakt, fizyka się kłania 🙂

        1. Umowmy sie jak dobrzy sasiedzi, ja postoje pan posiedzi:)

          Nie czuje braterstwa z przyszloscia, o ktorym pan pisze, powiem nawet, ze na swoj sposob mnie ono zatrwaza.

          Ale, w skali mikro, mam dzis humor zgola lepszy. Dlatego przebaczam przyszlym pokoleniom juz dzis!

  5. K. Leski: “Odkąd śledzę problem janosikowego, a więc już od końca zeszłego stulecia, podatek pobrany od Warszawy zawsze stanowił od 90 do 94% sumy pobranej od wszystkich “nadmiernie bogatych” miast (gmin) w Polsce”

    Coś słabe to śledzenie. W rzeczywistości Wawa płaci ok. połowy janosikowego:
    “W 2010 r. janosikowe płaciło 87 na 2479 gmin. Musiały na to przeznaczyć prawie 640 mln zł. Z tego 394 mln zł zapłaciła Warszawa. Janosikowe zapłaciło też 55 z 379 powiatów. W sumie oddały grubo ponad 1,1 mld zł. Ponieważ Warszawa ma status powiatu musiała dodatkowo zapłacić 572 mln zł. W sumie to od tego miasta pochodziło 54 proc. łącznej kwoty janosikowego zapłaconego przez gminy i powiaty.”

    http://wyborcza.pl/1,75248,11145275,Janosikowe__Czy_biedni_za_mocno_lupia_bogatych_.html

    PS
    Blog zdechł?

      1. no, a co, jeśli nas jednak czyta? – jak go znam, to zgodnie z jego zasadami nikt nie może mu czegokolwiek nakazać, czyli co, kiedy i czy w ogóle ma pisać, no i nic na siłę, czyli żadne nasze słowne prowokacje nie odniosą tu żadnego skutku. a jednocześnie jest na tyle głupi, że nie dociera do niego prosty fakt, że nie jest sam – cokolwiek w tym momencie to znaczy. amen.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.